Nie pozwalajcie na to swoim kotom. W Katowicach już się przekonali

Wiele osób decyduje się na wypuszczenie swojego kota samopas. To naganna praktyka, która szkodzi nie tylko właścicielom, zwierzęciu, ale całej okolicznej faunie. Koty domowe powinny, jak wskazuje nazwa, znajdować się domu, a na zewnątrz wychodzić jedynie pod opieką właściciela. Dlaczego?

Wielu właścicieli kotów wierzy, że ich pupile potrzebują „wolności”, aby czuć się szczęśliwe. Pozwalają im więc swobodnie opuszczać domy i mieszkania, przemierzać ulice, podwórka, dachy i zarośla. Jednak ta swoboda może nieść ze sobą poważne zagrożenia — zarówno dla samych kotów, jak i dla środowiska. Katowice to jedno z miast, gdzie ostatnio głośno zrobiło się o problemie kotów wychodzących samopas.

Katowicki problem

Koty nie tylko żerują na mniejszych ssakach, ale też mogą same sobie napytać biedy. Zgłosiła się do nas pani Mariola, która podzieliła się historią swego kota – Ferdka. Ferdka przygarnęła ze schroniska i od razu postanowiła dać mu możliwie jak największą wolność. Kot szybko zaaklimatyzował się w mieszkaniu, oglądał ze swoją panią mecze GKS-u Katowice, którego wyniki możecie sprawdzić na https://bet.pl/bonus/fortuna-kod-promocyjny/, ale od początku wyraźnie ciągnęło go na zewnątrz. Po kilku tygodniach zaczął samodzielnie wychodzić przez uchylone okno na parterze.

Przez pierwsze miesiące Ferdek wracał regularnie, często z quasi-problemami w postaci martwych ptaków. Sąsiedzi zaczęli się skarżyć, że kot kręci się po klatkach schodowych, sika pod drzwiami i płoszy jeże. Jednak prawdziwy dramat wydarzył się w maju tego roku, gdy Ferdek nie wrócił na noc. Po dwóch dniach poszukiwań, Mariola otrzymała telefon od pobliskiej lecznicy – kot trafił tam po potrąceniu przez samochód. Choć przeżył, stracił jedno oko i ma trwałe uszkodzenie kręgosłupa. 

Po wypadku Ferdka pani Mariola całkowicie zmieniła swoje podejście. Kupiła specjalną siatkę na balkon, drapak z punktem widokowym i zaczęła chodzić z kotem na smyczy po ogródku wspólnotowym.

Na tym nie koniec

Katowice, mimo dużej liczby zielonych terenów, są również miastem intensywnego ruchu drogowego. Samopas wypuszczane koty stają się ofiarami kolizji, chorób zakaźnych, zatruć, a także ataków ze strony ludzi lub innych zwierząt. W miejskich przestrzeniach zagrożeniem są też pułapki – niezabezpieczone piwnice, studzienki czy ogrodzenia z drutem kolczastym.

Dodatkowo, kot jako drapieżnik sieje spustoszenie wśród lokalnej fauny. Ornitolodzy alarmują, że miejskie populacje ptaków wróblowatych, ryjówek czy nietoperzy maleją właśnie przez koty. Naukowcy szacują, że w Polsce koty zabijają nawet kilkaset milionów drobnych zwierząt rocznie. W kontekście miejskim ten wpływ może być katastrofalny dla równowagi ekosystemu.

Choć prawo nie zabrania wprost wypuszczania kota na zewnątrz, to w wielu miejscowościach – w tym w Katowicach – obowiązują przepisy porządkowe zabraniające puszczania zwierząt luzem. Straż miejska może nałożyć mandat, jeśli kot zagraża otoczeniu lub powoduje szkody. Coraz więcej wspólnot mieszkaniowych wprowadza też wewnętrzne regulaminy zakazujące pozostawiania zwierząt bez opieki na terenie wspólnym.